Fragment książki autorstwa Elżbiety Stawnickiej „Odbunkrowani. Jak żyć na wolniści.”, s. 300-308.
Książkę można zamówić tutaj https://elastawnicka.blogspot.com/2024/12/odbunkrowani-jak-zyc-w-wolnosci-juz-w.html

Odrzucenie odrzuceniu nierówne. Są takie głębokości odrzucenia, o których nawet nie sposób pomyśleć, bo każdy zdrowy człowiek nawet nie dopuszcza do siebie możliwości okrucieństwa, jakie ludzie czynią innym ludziom, i to w dodatku bezbronnym. Po holocauście zburzony został mit człowieka dobrego. Wydawałoby się, że nic nie jest w stanie nas zadziwić.
Mnie jednak ciągle szokują historie związane z panoszeniem się okrucieństwa i nieprawości na tym świecie. O tym zaświadczy niewiarygodna, lecz jak najbardziej prawdziwa historia Wojtka z okolic Tucholi. Poznałam Go osobiście, gdy trafił na duchowe SPA w 2018 r., szukając ratunku, uwolnienia od wielu demonów, które doprowadzały go do obłędu. Jego historia pokazała mi nowe oblicze okrucieństwa wroga, który w niezwykle perfidny sposób wykorzystuje skrzywdzone, niekochane dzieci do tego, by zabić w nich nadzieję, a następnie użyć jako swoje narzędzia, do szerzenia zła i zniszczenia.
Historia Wojtka pokazuje cały mechanizm eskalacji zła, kiedy dziecko jest całkowicie pozbawione miłości, karmione okrucieństwem i krzywdzone w iście demoniczny sposób. Czy jest to możliwe w cywilizowanym świecie? W religijnej Polsce? Można pomyśleć, że to dobry scenariusz na mrożący krew w żyłach, thriller, a raczej horror, „czarną baśń”, coś pochodzącego prosto z czeluści piekła. Tragedią jest jednak fakt, iż była to rzeczywistość, a Wojtek doświadczył tego wszystkiego na sobie.
„Dorastałem w rodzinie, gdzie nie było żadnych dobrych uczuć. Nigdy nie usłyszałem dobrego słowa, nikt mnie nie przytulał, a tylko słyszałem przekleństwa pod swoim adresem, takie jak: Nic z ciebie nie będzie, jesteś nic nie wart, itp. Jak sięgam pamięcią to nagminnie, co najmniej raz dziennie karmiono mnie złymi, przeklinającymi mnie słowami, wyzywając mnie od głupków, naiwniaków, itp. Robili to obydwoje rodziców. Rzucali we mnie czym popadło – tym co mieli pod ręką. Byłem takim popychadłem, które musiało pracować. Już jako pięcioletnie dziecko pracowałem na roli, wykonując wszelkie prace pomocowe. Całe lato pracowałem przy sianokosach, nie mając odrobiny wytchnienia i odpoczynku. I lubiłem to, bo nie widziałem rodziców. Kiedy pytałem o coś, tak jak normalne dziecko, to byłem od razu bity i wyzywany. Dlatego przestałem ich pytać i już nigdy nie pytałem ich o nic. Potrafiłem dwa lata nie odzywać się do rodziców ani jednym słowem. A więc zamknąłem się. Wykonywałem ich rozkaz bez sprzeciwu, bo gdybym coś powiedział byłem bity.
Bytem środkowym dzieckiem. Mam dwie siostry, które były traktowane dobrze. Nic nie robiły, gdyż miały się tylko uczyć. Mnie zaś traktowano w taki sposób, że nie mogłem jeść posiłków z rodzina tylko w drugim pokoju z resztek, jakie zostały. Dlatego też wolałem pracować u ludzi, bo oni nie krzyczeli na mnie i mogłem zjeść normalny posiłek. Od szóstego roku życia pracowałem ciężko, jeździłem ciągnikiem, ręcznie ładowałem zboże, itp. Nie miałem innego wyjścia, bo gdybym się zbuntował to bytem bity pasem kablem, drutem. Nieraz krew się lała.”
Kiedy zapytałam skąd tyle nienawiści do syna? Skąd się ona wzięła? Wojtek opowiedział mi o rodzinnym okultyzmie przodków i rodziców. Byli wiejskimi szamanami, którzy mieli bezpośredni kontakt z diabłem i robili rzeczy potworne, takie jak rzucanie uroków, rzucanie klątw na ludzi i zwierzęta, tak iż zdychały, albo szalały.
„Dziadek umarł w dniu moich urodzin, po prostu zobaczył mnie i umarł. Było o tym głośno we wsi, bo połączono fakty moich narodzin ze śmiercią dziadka, co sprawiło, że już od zarania byłem obarczony szyldem „zły” – sprawca śmierci.
Mama do dnia dzisiejszego para się aktywnie okultyzmem, stawiając karty tarota, czytając książki z dziedziny magii i propagując te praktyki w rodzinie. Przy czym uważa się za prawowierną katoliczkę z rozwiniętym kultem maryjnym.
Tato nie żyje od czterech lat, umarł w wieku swojego ojca, a mojego dziadka, czyli w wieku osiemdziesięciu lat. Jest to klątwa w linii męskiej. Teraz to wiem. Kiedy byłem dzieckiem i wzrastałem w takim środowisku, myślałem, że to jest normalne, bo nie znałem czegoś innego.”
A kiedy zaczęły się Twoje doświadczenia z ciemną stroną mocy?
„Diabła spotkałem jak miałem pięć lat. Wracałem od wujka z pracy i spotkałem czarną postać. Przestałem wierzyć w dobroć bo jej nigdy nie odczułem. Na złość księdzu poszedłem do pierwszej komunii bez spowiedzi śmiejąc mu się w twarz. Zobaczyłem jego grzechy w jego oczach, bo dostałem te moce diabła z całym pakietem „darów” – typu modlitwa w diabelskim języku, telepatia, telekineza i chaneling. Najciekawsze było to, że ja czułem się bezpieczny, bo byłem pokorny wobec nich, bo oni nie wyrządzali mi krzywdy. Można powiedzieć, że byłem ich spolegliwym sługą i uczniem.
Zanim jednak zostałem „diabelskim” uczniem przeszedłem podwójny egzamin. Pierwszy, gdy miałem dziewięć lat. Dostałem nakaz, by usiąść przy drzewie w silny mróz i tam umrzeć z zimna. Było wtedy minus piętnaście. W ostatniej chwili usłyszałem, że egzamin jest zaliczony. Ledwo wyżyłem. Drugi zaś był w wieku szesnastu lat. Miałem wziąć sznur i powiesić się w stodole. Kiedy to zrobiłem ktoś jakby niewidzialnym nożem przeciął linę. Spadłem z czterech metrów na klepisko i nic mi się nie stało. Usłyszałem słowa, że teraz zaczniesz służyć demonom śmierci, co oznaczało, iż wyznaczono mi misję bym wprowadzał innych w to, w czym ja byłem.
Miałem łączyć ludzi i tworzyć kościoły satanistyczne. Chodzi o to, że spotykałem ludzi poszukujących świata duchowego, zainteresowanych ezoteryką, szeroko pojętym okultyzmem i zacząłem doradzać tym ludziom (od szesnastego roku życia do trzydziestki), by szli na studia związane z psychiką, by czytali określone książki. Dzieliłem się wiedzą otrzymywaną od demonów.
Zakapturzony i bez twarzy duch opiekun zabierał mnie w różne podróże z nim. Byłem w komorach śmierci, gdzie była księga cyrografów (śmierci) oraz mnóstwo świeczek o różnej długości. Każda świeca była jednym życiem i demony wiedziały po kogo iść w jakim czasie. Latałem z nim w różne części świata, np. do Chile, do Ameryki Południowej Kolumbi, gdzie widziałem składane ofiary z ludzi dorosłych, oraz z dzieci. Odbywało się to rytualnie, w piwnicach, itp.
Widziałem wybijane wioski Indian. Bardzo dużo tego typu praktyk dzieje się w Afryce. Były to całe eksterminacje ludzi w wioskach afrykańskich z powodu czysto ekonomicznych, np. budowa drogi. Ginęły całe wioski w dziwny sposób, w chwili, gdy ludność stawiała opór. Przyglądałem się temu jak widz bez uczuć.
Pojawiły się jednak one, gdy poznałem dziewczynę. Miałem wtedy 24 lata i poznałem Anię na koncercie i zakochałem się. A miłość była niedopuszczalna w diabelskim świecie. Wtedy zaczęły się Problemy. Byłem na studiach pedagogika resocjalizacyjna, bo chciałem siebie samego zresocjalizować. Byłem na tyle świadomy, że wiedziałem, iż ze mną jest coś nie tak. Kiedy otworzyłem swoje serce na miłość w mojej głowie zaczął się obłęd.
Jednocześnie, dwa lata później miałem doświadczenie ponadnaturalne, ale z „dobrej strony mocy”. W moim pokoju, w którym sobie leżałem poczułem łagodny powiew wiatru i usłyszałem głos, który przekonał mnie o złu we mnie, ale jednocześnie dał mi wyraźny wybór pomiędzy złem i przekleństwem, a Bogiem i błogosławieństwem.
Z perspektywy czasu wiem, że to był Duch Święty. Wybrałem w tedy Boga bardzo świadomie i zdecydowałem się pójść za Nim. Ta decyzja pójścia za Bogiem spowodowała rozstanie z moją dziewczyną, która postawiła alternatywę: albo ja albo Bóg. Wtedy w mojej głowie rozgorzała wojna. Demony bluźniły przeciwko Bogu, szydziły sobie z Niego, przeklinały Go, oskarżały mnie. Próbowałem coś z tym zrobić.
Zacząłem jeździć do kościoła chrześcijańskiego „Eklezja” w Gdyni, gdzie doświadczałem czegoś na kształt napełniania akumulatorów. Jeździłem więc do tej wspólnoty około dwóch lat na nabożeństwa i tam oddałem w pełni życie Panu Jezusowi. Był to rok 2010 albo 2011, a stało się to kiedyś na grupie domowej. Było to taka walka, że cały się trząsłem, i nie mogłem wypowiedzieć imienia Jezus. W końcu mi się udało. Byłem cały spocony i zmęczony jakbym dziesięć godzin robił ciężką robotę.
W czasie mojego życia z diabłem bałem się tylko jednego – Ducha Świętego. Kiedy powierzyłem życie Jezusowi, wtedy Duch Święty poprowadził mnie ku uwolnieniu. Pierwsze uwolnienie sprawiło, że wirowałem i mało nie złamałem żeber osobie, która mnie uwalniała przy asyście dziesięciu innych. Kolejne uwolnienie trwało od 18 do 24 godzin, a mi wydawało się, że minęła minuta. Po chrzcie wodnym przez 5 lat słyszałem non stop głosy demonów w mojej głowie.
Generalnie podważały moc Jezusa, szydziły i drwiły sobie z Niego. Mimo, że się im sprzeciwiałem, nie dałem rady, byłem tak udręczony, że upadłem z powodu niewiary. Potem jednak znowu szukałem uwolnienia i pojechałem do Krotoszyna gdzie także byłem uwalniany przez parę godzin. Najważniejsze jednak było usłyszane proroctwo, które mówiło o wolności, jaką otrzymam w Chrystusie, o normalnym życiu dla mnie – pracy, małżeństwie i rodzinie. To było około roku 2012/2013.
Po nawróceniu dowiedziałem się, że nie mam się mścić, lecz przebaczyć moim oprawcom (w moim przypadku rodzicom), gdyż to jest brama dowolności. Nie miałem z tym żadnego problemu, bo chciałem wolności za wszelka cenę. Powierzyłem ich Bogu. Mogę rozmawiać z mamą, bo mój tato już nie żyje.
Tym, co sprawiło, że dręczące mnie duchy zamilkły w mojej głowie było Słowo o miłości Boga do mnie, jakie usłyszałem wewnątrz siebie: „Bóg kocha cię naprawdę”. Zrobiło mi się ciepło na sercu, tak jakby w moim sercu budziły się uczucia. Poczułem jak pęka „kamienne” serce a robi się mięsiste. Byłem oszołomiony i tak zaskoczony tym słowem, że omal nie wjechałem w drzewo.
Diabeł próbował mnie zabić kilka razy, kiedy szukałem uwolnienia, ale mu się nie udało. Po jakimś czasie wyraźnie odczułem, że muszę nauczyć się żyć, bo chodź jestem nowym stworzeniem w Jezusie Chrystusie, to jednak stare nawyki nie pozwalają mi wejść w doświadczenie nowego.
Duch Święty stał się moim nauczycielem. Po prostu nauczał mnie jak dziecko, bym nie robił po staremu, jednocześnie dając mi silę dowykonania tego, co mi mówił. Zdarzały mi się upadki, ale wciąż słyszałem Jego głos: „Wyznaj grzech, przeproś i idź naprzód za Jezusem. Nie odwracaj się”. Były jednak momenty, gdzie odwracałem się w przeszłość. Kiedy jednak przypominałem sobie ofiarę Jezusa na krzyżu i jej znaczenie dla mnie, nabierałem motywacji do życia. Pytałem też Pana, aby pokazał mi choć jedno małżeństwo na świecie, które żyje biblijnie, w miłości Bożej i wzajemnej. I zobaczyłem takie małżeństwo w Tucholi – Tomka i Grażynkę.
Kiedy byłem w miejscu pokuszenia, by wrócić do czarów, manipulacji, pornografii i upadłem, wtedy dramatycznie szukałem ocalenia. Znalazłem informację o duchowym SPA w Pomysku Wielkim i w styczniu 2018 dotarłem tam. Zobaczyłem tam jednego brata i zachwyciła mnie w nim jego duchowa czystość. Potem poddałem się uwolnieniu, które trwało około czterech godzin. Otrzymałem kolejny raz wolność w Chrystusie. Tym razem dołączyłem do lokalnej grupy chrześcijan w Tucholi gdzie zacząłem angażować się w służbę. I choć dalej docierały do mnie głosy przeciwnika typu: Nie nadajesz się, nie wytrwasz, itp. wtedy odpowiedziałem: „Ja umarłem już, mówisz do Pana Jezusa, który jest we mnie. Każde kolano zegnie się na imię Jezus”. Te wersety uratowały mi życie.
Oprócz tego miałem już wsparcie duchowe wśród Bożych ludzi w Polsce. Jak miałem momenty słabości dzwoniłem i modliliśmy się, odpierając ataki złego. Tomek, lider naszej grupki w Tucholi dał mi wersety o tożsamości w Chrystusie, które czytałem głośno przez dwa lata. To dawało niezwykłe efekty, a mianowicie, co raz większy pokój w sercu, spokojny sen, w końcu zniknęło nienasycenie w sferze fizycznej (przymus jedzenia i picia, przy jednoczesnym niezaspokojeniu). I przyszło poczucie bycia ważnym dla Boga. On nadał mi wartość.
Modliłem się jednocześnie, by nie wzbić się w pychę. Zaczęliśmy pomagać ludziom w potrzebie – szczególnie matkom samotnym, wdowom, sierotom, tu w Tucholi poprzez Fundację, którą założyliśmy. Wychodzę ze strefy swojego komfortu, co oznacza, że czynię rzeczy nowe, działam na rzecz innych ludzi, co przynosi mi radość i szczęście. Chcę poznać serce Boga Ojca i doświadczyć Jego miłości, dlatego zapisałem się na Szkołę Serca Boga. Spodziewam się coraz lepszej przyszłość”.
Ta historia ukazała mi głębie demonicznej perfidii, okrucieństwa i zawłaszczeń dusz ludzkich od samego momentu ich urodzenia. Dzieci, które urodziły się w tak zdemonizowanych rodzinach, praktykujących jakąś formę okultyzmu, czarów czy szamanizmu, jak miało to miejsce w przypadku Wojtka, właściwie nie maja szans na normalne życie, gdyż od razu są one wrzucane w obszar ciemności i działania złych mocy. Drzwiami do wejścia tych dzieci w przestrzeń królestwa ciemności są pokoleniowe historie pełne grzechów i nieprawości. Historie te mające początek w odrzuceniu i zasilane brakiem miłości prowadzą do sięgnięcia po moce, które pomogłyby wyjść z owych koszmarów. Ludzie nie znający prawdziwego Boga miłości, który jest wykrzywiany i nieprawdziwy przedstawiany w polskiej religijności. Samotne i odrzucone dzieci, podobnie jak Harry Potter, sięgają, z braku alternatyw, po moce z innych religii, zwracając się do innych bogów, które de facto są duchami demonicznymi z królestwa śmierci i zniszczenia. Pierwotnie oferują pomoc i „rozwiązania”, które wydają się być pozytywne, magiczne i „dobre”. W przestrzeni beznadziei każda osoba, która wyciąga pomocną dłoń wydaje się być dobra.
Atrakcyjne przedstawienie świata magii jako fantastycznej rzeczywistości (z zaklęciami, amuletami, eliksirami, itp.), w której we współpracy z czarodziejami mogą wznieść się ponad zwykłych ludzi ma wielka, moc przyciągania. W ten prosty sposób wróg może łatwo złapać swoją ofiarę w sidła ezoteryki, świat magii i podstępnie ją uwieść ułudą ważności i znalezienia miejsca w rodzinie niezwykłych czarodziejów dysponujących tajemnymi mocami. Samotne dzieci, dla których rodzice nie mają czasu, odnajdują się znakomicie w takiej społeczności.
Ponoć nie ma złych ludzi są tylko nieszczęśliwi. W jakimś sensie jest to prawda, gdyż pozbawieni miłości ludzie są nieszczęśliwi – są ludźmi o pustych i sierocych sercach. Ale cała droga od nieszczęścia do zła, jest procesem napełniania serca złością, buntem, nienawiścią, itp. czyli uczuciami, które są reakcjami zranionej duszy i odrzuconego serca. To bardzo podatny grunt na działanie zła, gdyż brak miłości a nawet nadziei na miłość doprowadza człowieka do miejsca, w którym jest mu już wszystko jedno z jakiego źródła otrzyma pomoc. Tacy ludzie jak Wojtek nie mając nic do stracenia, idą na zatracenie jak ćmy garnące się do ognia. Nie zawsze jednak giną fizycznie, lecz stają się kanałami sił demonicznych. Po jakimś czasie przyjmują ich naturę – stają się tak samo źli, nienawistni i okrutni jak ich władca.
W historii Wojtka było trochę inaczej. Jego serce zabijane od dzieciństwa otworzyło się posłusznie komuś, kto oszukał go obietnicą ochrony i usunięcia cierpienia oferując upragnione znieczulenie. Jego serce przestało czuć, co wydawało się czymś lepszym niż doświadczanie nadmiaru złości i nienawiści, które bolały i były nie do zniesienia dla małego chłopca. Gdyby na swej drodze spotkał kogoś życzliwego, jakiegoś dorosłego, który okazał by mu odrobinę życzliwości, to być może ów mały chłopiec nie poddał by się wyrokowi śmierci. A tak nie zależało mu na życiu. Pragnął w swoim udręczonym sercu śmierci jako drogi wybawienia. Dlatego tak łatwo było go skłonić, by wziął sznur i się powiesił. Wróg pragnął go używać aby dając swą moc innym niekochanym i odrzuconym ludziom doprowadzać ich do fałszywego poczucia wyższości i wartości, a następnie definitywnie ich zniszczyć. W świecie, królestwa ciemności nic nie jest fair. Czy ktoś jest ofiarą czy zniewolonym sługą diabła i tak czeka go przerażająca przyszłość zatracenia.
Droga wybawienia Wojtka to iskry miłości, które powoli zaczęły rozgrzewać jego „zamrożone” serce. Najpierw młodzieńcze zakochanie się w dziewczynie. Potem delikatny powiew Ducha Świętego, który przyniósł mu nadzieję na wyrwanie się z koszmaru zła poprzez wybór Boga i dobra. I ta jedna decyzja serca wystarczyła Bogu miłości by uwolnić go z czeluści piekła. By wprost wyrwać go z „paszczy” tego, który sądził, że już pochłonął swoją ofiarę.
To mi pokazuje niesamowitą walkę Boga, jaką toczy On o człowieka, którego kocha miłością żarliwą i waleczną. Rzuca on wyzwanie diabłu, by oddał człowieka, którego On ukochał. Potrzebna jest mu tylko decyzja człowieka, jego jedno szczere zawołania z głębi serca pogrążonego w mroku. A Bóg rusza na ratunek by objawić swoją pełną pasji moc i stać się jego prawdziwym Ratownikiem. Tak niewiele mu potrzeba, by go odzyskać do miłości.
O tę wolną wolę człowieka toczy się walka na śmierć i życie. Bo tragedią jest to, że człowiek może odmówić Bogu. Wojtek jednak nie odmówił i został cudownie uratowany. Teraz przemieniany przez Boga miłości, i czerpiąc z tego Źródła stał się prawdziwym sługą i rzecznikiem dobra wyciągającym pomocną dłoń dla niegdyś jemu podobnych ludzi, dając im prawdziwą nadzieję. Ożenił się i wraz z żoną wychodzą do zagubionych ludzi pomagając im na wszelkie możliwe sposoby.
