Jest to Fragment książki „Śmierć Guru” Rabi R. Maharaj – potomka długiej linii bramińskich kapłanów i guru.
W swoim dziele „Śmierć Guru”, Rabi R. Maharaj opisuje drogę od hinduizmu do chrześcijaństwa, ilustrując głębokie wewnętrzne zmagania i poszukiwania duchowe. Poniżej znajduje się fragment z książki, który przedstawia spotkanie Rabi’ego z Molly, chrześcijanką, która wprowadza go do nowej perspektywy wiary:
— Rabi, ktoś chciałby się z tobą zobaczyć. — Shanti stała tuż za progiem mojego pokoju. Nie słyszałem, jak weszła. — Kto to taki? — Moja koleżanka ze szkoły. Chce z tobą porozmawiać.
W jadalni czekając na mnie siedziała atrakcyjna, młoda dziewczyna w wieku około 18 lat. Zawahałem się w drzwiach i spojrzałem na nią pytająco. Ujrzawszy mnie, zerwała się z miejsca, a jej twarz zajaśniała uśmiechem, który wydawał się wychodzić gdzieś z głębi. „Nie wie zbyt dużo o życiu”, pomyślałem, „w przeciwnym razie nie byłaby taka szczęśliwa”.
— Cześć, Rabi, jestem Molly — powiedziała ciepło. — Słyszałam dużo o tobie i chciałam z tobą porozmawiać.
— Tak? A o czym? — zapytałem. — Usiądź — dodałem niecierpliwie i sam zająłem miejsce po drugiej stronie stołu. Czego mogła ode mnie chcieć? Dlaczego Shanti nie siedziała tu razem z nią? Poszła najwidoczniej do kuchni.
Molly roześmiała się życzliwie, widząc zakłopotanie na mojej twarzy.
— Słyszałam o tym, jaki jesteś religijny i chciałam cię spotkać.
Zadawała mi pytania dotyczące mnie samego oraz tego, czy znajdowałem spełnienie w mojej religii. Próbując ukryć wewnętrzną pustkę za parawanem licznych słów na temat mojej wielkiej wiedzy o hinduizmie, kłamałem, opowiadając jej o tym, że jestem szczęśliwy i że moja religia jest prawdą. Słuchała cierpliwie tych pompatycznych i czasami aroganckich wypowiedzi. Nie sprzeciwiając mi się i nie dyskutując, łagodnie obnażała moją pustkę przy pomocy uprzejmie formułowanych pytań. W końcu spytała: — Czy masz w religii jakiś konkretny cel?
— Tak — odpowiedziałem — chcę się zbliżyć do Boga. — Czy znasz Go?Tak! — skłamałem, próbując ukryć mój brak pewności. Wiedziałem, że On istnieje, nie miałem jednak żadnego wizerunku, nie znałem żadnych mantr, które się Mu recytuje i nie znalazłem Go przez Jogę.Czy ty również jesteś religijną Hinduską? — zapytałem, chcąc odwrócić uwagę od ewidentnej, wypełniającej mnie pustki. Byłem pewien, że musi bardzo czcić bogów, skoro osiągnęła taki spokój.Nie. Kiedyś byłam, ale teraz jestem chrześcijanką.Jesteś czym? — byłem przerażony.Chrześcijanką. Odkryłam, że można poznać Boga i bardzo się do Niego zbliżyć przez Jezusa Chrystusa.
— Ja wierzę, że mogę zbliżyć się do Boga przez moją własną religię! — wykrzyknąłem gwałtownie, wiedząc w głębi mego serca, że było to kłamstwem. W rzeczywistości odkryłem, że każdy krok ku do hinduskim bogom był krokiem oddalającym mnie od prawdziwego Boga, którego szukałem. Nigdy jednak nie przyznałbym się do tego — zwłaszcza chrześcijance! Odpychało mnie nie tyle imię „Jezus Chrystus”, co samo słowo „chrześcijanin” oraz myśl, że ona została jedną z nich. Zjadali oni mojego boga krowę — poza tym większość znanych mi ludzi, którzy nazywali siebie chrześcijanami, żyła w taki sposób, że nie chciałem mieć nic wspólnego z ich religią.
Wstałem z krzesła, chcąc powiedzieć jej, by sobie poszła. Kontynuowanie naszej rozmowy nie miało żadnego sensu. Ona jednak bardzo spokojnym głosem powiedziała coś, co sprawiło, że usiadłem ponownie: — Biblia naucza, że Bóg jest Bogiem miłości. Chciałabym opowiedzieć ci o tym, jak Go poznałam.
Byłem oszołomiony. Nigdy w ciągu tych wszystkich lat, jakie poświęciłem religii hinduskiej, nie słyszałem o Bogu miłości! Słuchałem w zdumieniu, podczas gdy ona kontynuowała:
— Ponieważ On nas kocha, pragnie zbliżyć nas do siebie — te słowa zdumiały mnie ponownie. Będąc Hindusem, chciałem zbliżyć się do Boga, ona jednak mówiła mi, że Bóg w miłości chciał zbliżyć mnie do siebie! — Biblia uczy również, że grzech jest przeszkodą nie tylko w zbliżeniu się do Boga — mówiła Molly — lecz w ogóle w poznaniu Go. Posłał więc Chrystusa, by umarł On za nasze grzechy. I jeśli otrzymamy Jego przebaczenie, możemy Go poznać.Poczekaj chwileczkę! — przerwałem. Czy ona próbowała mnie nawrócić? Czułem, że muszę się jakoś opierać. — Ja wierzę w karmę. Trzeba zebrać to, co się posieje i nikt nie może tego zmienić. Nie wierzę w żadne przebaczenie. To niemożliwe! Co się stało, to się nie odstanie!
— Ale Bóg może zrobić wszystko — odrzekła Molly z ufnością. — Ma sposób na to, by nam przebaczyć. Jezus powiedział: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem: nikt nie przychodzi do Ojca, jak tylko przeze mnie”. Jezus jest tą możliwością. Bóg może nam przebaczyć, ponieważ On umarł za nasze grzechy!
Był to dogmatyzm, którego nie chciałem zaakceptować. Zawsze obstawałem przy tym, że hinduizm jest jedyną drogą, lecz teraz dowodziłem, że Bhagavad-Gita mówi, iż wszystkie drogi prowadzą do tego samego miejsca i że niezależnie od tego, co czyni człowiek (nawet nie praktykujący żadnej religii), karma i reinkarnacja doprowadzą go w końcu do Kriszny. Jednakże czy mniej dogmatyczne było stwierdzenie, że Kriszna jest jedynym celem, od stwierdzenia, że Chrystus był jedyną drogą? I czy Kriszna był rzeczywiście tym, czego szukałem? Nie. W głębi serca wiedziałem, że nie jest on tym prawdziwym Bogiem, którego chciałem poznać. Byłem jednak zbyt dumny, by to przyznać i nadal wypowiadałem się w obronie licznych sprzecznych ze sobą koncepcji właściwych hinduizmowi, próbując zachować twarz. Pomimo jej cierpliwości — a może właśnie z tego powodu — zdenerwowałem się i zacząłem gestykulować gniewnie, podnosząc głos, zdecydowany na to, by nie dać się zwyciężyć tej dziewczynie. Ona jednak była tak spokojna, wydawała się być tak ufna i pewna swojej więzi z Bogiem, że musiałem przynajmniej odkryć jej tajemnicę.
— Co sprawia, że jesteś taka szczęśliwa? — spytałem ją nagle. — Musiałaś bardzo dużo czasu spędzać na medytacji!
— Kiedyś tak — odpowiedziała Molly — ale teraz już nie. Od kiedy przyjęłam do mego życia Jezusa, On odmienił mnie całkowicie. Dał mi pokój i radość, jakich nigdy przedtem nie znałam. — Spojrzała mi prosto w oczy i rzekła: — Rabi, nie wyglądasz na szczęśliwego. Czy to prawda?
Rozejrzałem się szybko dokoła. W kuchni pobrzękiwały naczynia.
Zniżyłem głos.
— Nie jestem szczęśliwy. Chciałbym mieć twoją radość.
Czy to ja mówiłem te słowa? Sądziłem, że nie będę mógł podzielić się tą tajemnicą nawet z Ma — i oto zdradzałem ją obcej osobie. A poza tym jak mogła ona mi pomóc? Pragnąłem czegoś więcej niż radości. Musiałem poznać Boga!
— Radość nie jest czymś, co można wytworzyć — powiedziała Molly — jeśli nie ma prawdziwej przyczyny, to nie jest szczera i nie może trwać. Moja radość wynika z tego, że zostały mi przebaczone grzechy i to odmieniło całe moje życie. Pokój i radość pochodzą od Chrystusa, dzięki prawdziwemu poznaniu Jego osoby. — Nie mów ciągle o Jezusie! — przerwałem jej niecierpliwie. — On jest po prostu jednym z bogów są ich miliony — i do tego jest bogiem chrześcijańskim. Ja chcę poznać prawdziwego Boga, Stwórcę wszechświata!
— Jest Nim właśnie Jezus. To właśnie dlatego mógł umrzeć za twoje grzechy — tylko Bóg mógł spłacić ten dług.
Była pełna spokoju i wydawało się, że wierzy w to, co mówi. Moja własna postawa była tak odmienna. Nigdy nie odczuwałem w stosunku do bogów hinduskich tej ufnej wiary, jaką ona odczuwała do tego Boga, Jezusa. Mówiła o Nim tak, jak gdyby był jej osobistym przyjacielem, siedzącym tuż obok.
Rozmawialiśmy prawie pół dnia, nie zauważając upływu czasu. Spierałem się i często traciłem panowanie nad sobą, podnosząc głos. W ciągu ostatnich miesięcy w coraz większym stopniu traciłem moje opanowanie. Bez względu na to wszystko ona pozostawała spokojna, niewzruszona i mówiła ciągle z tą zrównoważoną pewnością. W dalszym ciągu ukazywałem jej licznych hinduskich bogów i przedstawiałem filozofię starożytnych proroków; w żaden sposób nie mogłem jednak spierać się z tym, czym ona była. Pragnąłem posiadać jej pokój i radość, lecz nie miałem zamiaru odstąpić od jakiejkolwiek części mojej religii! Ona nic na ten temat nie mówiła, lecz zdawałem sobie sprawę z tego, że gdybym uwierzył, że Jezus jest Bogiem i że umarł za mnie i mógł przebaczyć mi moje grzechy, wtedy wszystkie rzeczy, dla których żyłem jako Hindus, utraciłyby sens.
— Powinnam już iść — powiedziała w końcu i podniosła się z miejsca.
Skoczyłem na równe nogi, zdecydowany powiedzieć jej jasno, że nie udało jej się zmienić moich poglądów. Jej wizyta była obrazą. Ja, bramin, zniżyłem się do rozmowy z grzesznicą, która porzuciła swoją religię — a ona była na tyle zuchwała, że próbowała namówić mnie, Joga, bym został chrześcijaninem!
— Ach, nienawidzę chrześcijan! — oświadczyłem głośno i gniewnie tak, by było to słychać w kuchni. — Nigdy nie zostanę chrześcijaninem — nawet na łożu śmierci! Urodziłem się Hindusem i umrę jako Hindus!
Popatrzyła na mnie ze współczuciem.
— Zanim położysz się dziś spać, Rabi, padnij na kolana i proś Boga, by ukazał ci prawdę — będę się za ciebie modlić! — powiedziała. Pomachała mi ręką i wyszła.
Przez otwarte drzwi widziałem słońce zachodzące nad wodami Zatoki. Wkrótce miało schować się za Punta Penas, na północnym krańcu Wenezueli, po czym szybko zapadła ciemność. Spojrzawszy na moje dłonie, zobaczyłem, że są zaciśnięte w pięści, a paznokcie wbijają się w skórę.
Znalazłem się znów samotnie w moim pokoju i zacząłem przemierzać go tam i z powrotem, czując, że w moim wnętrzu walczą ze sobą dwie armie.
Nigdy nie przeżywałem tak głębokiego konfliktu. Wydawało mi się, że stoję przed wyborem między życiem a śmiercią i że jestem rozdzierany przez siły, ciągnące mnie w obu tych kierunkach. W ciągu całej mojej rozmowy z Molly rosło we mnie przekonanie, że ten prawdziwy Bóg musi być święty i czysty. W jaki sposób mógł mieć cokolwiek wspólnego ze mną? O, jak dobrze poznałem ciemność panującą w moim sercu. W końcu przyznałem przed samym sobą, aczkolwiek niechętnie, że żadne moje święte kąpiele, puja i Joga nigdy tego nie będą mogły zmienić.
Czy nie byłoby cudowne, pomyślałem, gdyby to, co powiedziała Molly o Jezusie umierającym za moje grzechy, było prawdą — gdybym mógł uzyskać przebaczenie i zostać oczyszczony po to, bym mógł osiągnąć łączność z tym świętym Bogiem! Chciałem w to wierzyć — lecz Jezus był Bogiem chrześcijańskim, a ja nigdy nie zostałbym chrześcijaninem. Gdyby tak się stało, nigdy już nie mógłbym spojrzeć w twarz mojej rodzinie. Nie mogłem też stanąć twarzą w twarz z życiem, jeśli pozostałbym nie zmieniony. Walczyłem o uświadomienie sobie własnego Ja, patrząc w głąb siebie i usiłując dostrzec, że jestem bogiem. Dostrzegłem tylko, jak beznadziejnie byłem zagubiony.
„Mówią wiele o uświadomieniu sobie własnego Ja… a stają się tylko coraz bardziej samolubni!” Słowa wuja Deonarine’a powróciły, by mnie prześladować. Powiedział on straszną prawdę! Nic dziwnego, że Ajah rozczarował się hinduizmem; doprowadziło go to do zniszczenia samego siebie przy pomocy alkoholu. Nigdy nie chciałem w to uwierzyć, lecz w końcu zrozumiałem. Tylko strach przed tym, co jest po śmierci, powstrzymywał mnie przed samobójstwem.
Molly obstawała przy tym, że Bóg mnie kocha i że ona doświadczyła Jego miłości. Zazdrościłem jej tego — lecz nienawidziłem jej za to, że jest chrześcijanką. Duma domagała się, bym odrzucił wszystko, co mówiła, byłem jednak zbyt zdesperowany, by w dalszym ciągu dbać o zachowanie twarzy. Upadłem na kolana obok łóżka, świadomy tego, że spełniam prośbę Molly. Może właśnie w tej chwili modliła się za mnie?
— Boże, prawdziwy Boże i Stwórco, proszę, ukaż mi prawdę! Proszę Cię, Boże! — Nie było mi łatwo wypowiedzieć te słowa, lecz była to moja ostatnia nadzieja.
W moim wnętrzu coś pękło, tak jak wysoki bambus złamany wichurą. Po raz pierwszy w życiu czułem, że naprawdę się modliłem i że przedostałem się nie do jakiejś bezosobowej Siły, lecz do prawdziwego Boga, który jest pełen miłości i troski.
Za bardzo zmęczony, by jeszcze o czymś myśleć, wczołgałem się do łóżka i prawie natychmiast zasnąłem. Moją ostatnią świadomą myślą było głębokie przekonanie, że Bóg usłyszał moją modlitwę i że odpowie na nią.
Fragment ten ilustruje moment, w którym Rabi zaczyna kwestionować swoje dotychczasowe przekonania religijne pod wpływem spokojnej i przekonującej postawy Molly. To spotkanie jest punktem zwrotnym w jego życiu, który prowadzi go do głębszych refleksji na temat własnej duchowości i poszukiwań prawdy.
Refleksje nad duchowością i poszukiwaniem prawdy
Książka „Śmierć Guru” Rabi R. Maharaja jest przejmującym świadectwem duchowej transformacji i wewnętrznych zmaganiach. Pokazuje, jak spotkanie z osobą o głębokiej wierze może skłonić do refleksji nad własnymi przekonaniami i poszukiwaniami prawdy. Maharaj ilustruje, jak ważne jest otwarte podejście do dialogu między różnymi tradycjami religijnymi oraz jak głęboko zakorzenione mogą być osobiste i kulturowe przekonania.
W książce tej Maharaj ukazuje również uniwersalne dążenie do zrozumienia istoty Boga i poszukiwania wewnętrznego spokoju oraz spełnienia duchowego. To opowieść o trudnej drodze do odkrycia prawdy i autentycznej relacji z Bogiem, która przekracza bariery kulturowe i religijne.
KUP KSIĄŻKĘ:
Bibliografia:
Rabi R. Maharaj, „Śmierć Guru”, s. 139-145, Wydawnictwo „E&A” Biuro Handlowo-Inwestycyjne, Poznań.

